Dzisiaj o kosmetyku, który mimo moich wielkich nadziei niestety się nie sprawdził, czyli o kremie-eliksirze do cery normalnej i delikatnej od Garniera.
![]() |
| źródło: www.garnierdbajosiebie.pl |
Po produkt ten sięgnęłam zupełnie przypadkiem w czasie gdy był on jeszcze nowością na rynku. Potrzebowałam wówczas jakiegoś lekkiego kremu na gorące dni, więc pokuszona filtrem SPF20 i brakiem alkoholu w składzie (choć tego drugiego do końca pewna nie jestem, wyrzuciłam już kartonik) postanowiłam spróbować.
Krem oprócz tego, że wlany jest do 50 mililitrowej plastikowej tubki, opakowany jest dodatkowo w kartonik. O walorach estetycznych opakowania nie będę się rozwodzić.
Konsystencja produktu jest delikatna, wodnista. Kolor jak sugeruje opakowanie jest lekko żółty (oczywiście znika po nałożeniu i rozsmarowaniu), zapach bardzo przyjemy, choć to pewnie kwestia gustu.
Na początku byłam nawet zadowolona z tego kosmetyku. Co prawda nie wchłaniał się do końca, więc czułam tłustą warstewkę na skórze (której nie lubię), ale pomyślałam, że to przez ten filtr. Po kilku dniach stosowania zauważyłam, że coś niedobrego dzieje się z moją skórą. Zauważyłam, że było na niej duuuużo więcej niedoskonałości, o okropnym świeceniu już nie wspomnę. Byłam wtedy na Woodstock'u, więc pomyślałam, że to wszystko przez niehigieniczne warunki, wodę, itd. Kiedy wróciłam, starałam się poratować trochę moją skórę, ale dalej używałam tego kremu i było coraz gorzej. I wreszcie dotarło do mnie, że Garnier po raz kolejny nie jest dla mnie. :(
Zrezygnowałam z tego produktu i po pewnym czasie stan mojej cery na szczęście się poprawił. Resztki kremu męczyłam smarując nim dłonie i stopy, głównie na noc, bo wtedy nie przeszkadzała mi lepkość jaka pozostaje na skórze po zastosowaniu tego preparatu.
Myślałam, że będzie to fajny, lekki kosmetyk na ciepłe dni, jednak niestety takim nie jest i ze względu na to, że czuć go na skórze, nie polecam, bo chyba nikt nie lubi takiego uczucia.
Opinie na KWC.
Na początku byłam nawet zadowolona z tego kosmetyku. Co prawda nie wchłaniał się do końca, więc czułam tłustą warstewkę na skórze (której nie lubię), ale pomyślałam, że to przez ten filtr. Po kilku dniach stosowania zauważyłam, że coś niedobrego dzieje się z moją skórą. Zauważyłam, że było na niej duuuużo więcej niedoskonałości, o okropnym świeceniu już nie wspomnę. Byłam wtedy na Woodstock'u, więc pomyślałam, że to wszystko przez niehigieniczne warunki, wodę, itd. Kiedy wróciłam, starałam się poratować trochę moją skórę, ale dalej używałam tego kremu i było coraz gorzej. I wreszcie dotarło do mnie, że Garnier po raz kolejny nie jest dla mnie. :(
Zrezygnowałam z tego produktu i po pewnym czasie stan mojej cery na szczęście się poprawił. Resztki kremu męczyłam smarując nim dłonie i stopy, głównie na noc, bo wtedy nie przeszkadzała mi lepkość jaka pozostaje na skórze po zastosowaniu tego preparatu.
Myślałam, że będzie to fajny, lekki kosmetyk na ciepłe dni, jednak niestety takim nie jest i ze względu na to, że czuć go na skórze, nie polecam, bo chyba nikt nie lubi takiego uczucia.
Opinie na KWC.





